Czy ofiara manipulacji także ponosi odpowiedzialność za swoje przejścia?

Niełatwo osobom skrzywdzonym przez manipulatorów dzielić się swoimi doświadczeniami. Do wyjątków należą przypadki całkowitego uwolnienia się od skutków wpływu takiego człowieka. Pamiętajmy jednak, że możemy się przed manipulatorami bronić. Pierwszym etapem odzyskania wolności albo powrotu do równowagi jest w pięćdziesięciu przypadkach na sto zdemaskowanie manipulatora. Reszty dokona zmniejszenie jego wpływów, zredukowanie poczucia winy, zmiana własnej wrażliwości oraz poglądów i przyzwyczajeń. To wymaga czasu: od trzech miesięcy nawet do trzech lat funkcjonowania w układzie z manipulatorem. Czy jesteśmy na równi z nim odpowiedzialni za wpływ, jaki na nas wywiera? Psycholodzy mogą odpowiedzieć, że jesteśmy wręcz jedynymi odpowiedzialnymi, ponieważ to my pozwalamy sobą manipulować, obarczać się winą i niszczyć. Częściowo to prawda, ale problem jest stanowczo bardziej skomplikowany, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Manipulacja opiera się bezpośrednio na różnych ustalonych zasadach, z góry określonych, przyjętych i przestrzeganych w społeczeństwie. Działamy według norm społecznych, które manipulator potrafi wykorzystać dla swojego dobra, przeinaczając ich prawdziwe znaczenie. Obarczanie poczuciem winy jest często wykorzystywane przez manipulatora jako wyjątkowo skuteczna broń. Poczucie winy informuje nas, że zrobiliśmy coś przeciwko własnym wartościom. Nie mogłoby istnieć społeczeństwo, gdybyśmy nie rozróżniali dobrego od złego. Przy najbłahszej okazji, wściekli albo sfrustrowani mielibyśmy moralne prawo do wyeliminowania obiektu naszych cierpień – nawet za pomocą morderstwa. Nie byłoby żadnych moralnych powinności. Porzucalibyśmy dzieci w pierwszym momencie, kiedy zaczęłyby nam przeszkadzać. Powodowani egoizmem, dokonywalibyśmy aktów agresji.

Każdy z nas nosi w sobie jakąś dozę poczucia winy. Problemy zaczynają się wówczas, gdy to poczucie winy staje się wyolbrzymione, przekracza granice rozsądku i przeszkadza nam w życiu. Większość osób pozbawionych pewności siebie nie zauważa tej granicy. Manipulatorzy szybko wyławiają ten typ osobowości i wykorzystują jej usterki. Co więcej, aby móc takich ludzi podporządkować swojej woli. robią wszystko co w ich mocy, by ta granica przestała dla nich w ogóle istnieć.

Ten właśnie proceder jest doskonałym wyjaśnieniem, dlaczego Sophie (lat trzydzieści dwa) czuła się fatalnie, ponieważ „opuściła” swoją matkę manipulatorkę, wyjeżdżając na dziesięć dni do Turcji z ukochanym w większej zorganizowanej grupie. Matka manipulatorka zdołała uzyskać od znajomych Sophie numer telefonu osoby odpowiedzialnej za wycieczkę. Zadzwoniła z żądaniem, żeby córka „przynajmniej” zawiadamiała ją regularnie, co się dzieje.

Matka zawsze stawiała Sophie za przykład własne zalety. Nie uświadomiła jej różnicy pomiędzy obowiązkami moralnymi dziecka wobec matki a obowiązkami dotyczącymi jej samej.

(Sophie zaczęła rozróżniać te granice dopiero jako osoba dojrzała, dzięki psychoterapii grupowej oraz nauce autoafirmacji).

Sophie sobie nie wyobrażała, że może się nie podporządkować życzeniu kochającej mamy. Przysporzyłaby jej zmartwień. Nie wolno martwić mamusi.

Taki właśnie priorytet zadziałał w tym wypadku. Jej własne szczęście, intymność z ukochanym – tej znajomości matka zresztą nie akceptowała – albo przyjaźń z innymi uczestnikami grupy zeszły natychmiast na drugi plan. Przecież kto to słyszał, żeby córka nie zadzwoniła do matki!

W jakiejś części ponosimy odpowiedzialność za manipulacje, którym sami podlegamy. Głównymi przyczynami naszej naiwności jest nieznajomość motywów manipulatora oraz przemożna potrzeba akceptacji. Wielu z nas sprawia wrażenie, jakby nie potrafiło żyć inaczej niż pod ścisłą obserwacją

i koniecznie zgodnie z wymaganiami otoczenia. Powinniśmy się nauczyć żyć dla siebie, pozwalając niekiedy włączać się w nasze życie innym ludziom. W ten sposób nie będą oni oddziaływać na nas permanentnie.

Nieświadome przekonanie, które musimy uznać za irracjonalne, każe nam wierzyć, iż postępując zgodnie z własnymi potrzebami, sprawiając sobie przyjemność – innym wyrządzamy szkodę. Natomiast prawdą jest, że im bardziej jesteśmy pasywni, ulegli i nastawieni wyłącznie na dbanie o cudze dobro, tym bardziej stajemy się podatni na manipulację. Niestety, wcale nie można z tego wysnuć wniosku, że osoba normalnie pewna siebie nie da się wykorzystać i nie może zostać potraktowana przez manipulatora jak bezbronne dziecko fotobudka.

Nic nie zobowiązuje nas do tego, byśmy pozwalali się wykorzystywać, traktować jak dziecko, by ktokolwiek pozbawiał nas poczucia własnej wartości czy narażał na stres. A jednak manipulator często przejmuje władzę nad swoim otoczeniem. Władzę psychologiczną i jak najbardziej rzeczywistą, ponieważ odwołuje się do sfery uczuć. Przyczyny, dla których ta destruktywna władza funkcjonuje, będą stopniowo opisywane w tej książce. Wyjaśnię, jak i dlaczego permanentna manipulacja przynosi tak imponujące skutki. Dlaczego może tak doskonale funkcjonować. Te obserwacje pomogą nam w pięćdziesięciu przypadkach na sto uniknąć pułapki. Ale to jeszcze za mało. Musimy zastosować środki powstrzymujące ten proces – poznamy je w ostatniej części książki.

Możemy zmniejszyć wpływ manipulatora, podobnie jak możemy zmienić nasze postrzeganie każdego innego stresora. Regularne spotkania, na których można uczyć się technik relaksacji albo autoafirmacji, potrafią zmodyfikować naszą podatność na stres i zmienić życie na lepsze. Z czasem nasza ocena sytuacji, spojrzenie na problem także się zmienia. Jeżeli zmodyfikujemy swój stosunek do manipulatora i będziemy na jego działania odpowiednio reagowali, kiedy już go odkryjemy, mamy szansę uniknąć najbardziej niepożądanych efektów.

Wróćmy do kwestii współodpowiedzialności. Gdy ktoś pozwala manipulatorowi wpływać na siebie i sobą manewrować, moim zdaniem należy podchodzić do sprawy wyjątkowo ostrożnie i unikać przedwczesnego osądu. Nie wszyscy ludzie są obdarzeni umiejętnością wykorzystania sztuki manipulacji (na szczęście), ale jest ona bardzo skuteczna. Manipulator przekracza granice moralne określone ogólnie oraz granice naszej własnej moralności w szczególności. Tej, którą nam dała kultura judeochrześcijańska. Tej moralności, głęboko w nas zakorzenionej, która każe nam wierzyć bez zastrzeżeń, że matka nie może pragnąć krzywdy swojego dziecka, że lekarz albo terapeuta nie może wykorzystywać pacjentów finansowo czy psychicznie, że mąż nie będzie działał na szkodę żony, którą przysięgał kochać do końca życia.

–    Ależ skąd! Przecież to dla mojego dobra. Bo on mnie kocha. Tak powiedział. Zawsze tak mówi.

Słysząc takie zapewnienia, stajemy się podatni na sugestię, nie potrafimy sobie uświadomić, że ci bliscy nam ludzie, od których je słyszymy, mogą jednocześnie konsekwentnie niszczyć nas dzień za dniem.

Idź do lekarza

Manipulator często wysyła swoją ofiarę do lekarza, by leczyła nerwicę, przygnębienie czy problemy seksualne. Daje w ten sposób do zrozumienia, że wina leży po twojej stronie, przecież to nie jego należy leczyć! Częściowo to prawda, ponieważ ofiara manipulatora zwykle cierpi na różne schorzenia, i to wcale niebłahe. Znam co najmniej kilka przypadków, gdy kobietę hospitalizowano w szpitalu psychiatrycznym na skutek destrukcyjnego wpływu męża manipulatora. Dotyczy to również rodziców kompletnie izolujących swoje dorosłe dzieci od życia.

Przypominam sobie jedną z pacjentek szpitala psychiatrycznego, kobietę mniej więcej czterdziestoletnią. Pani C. twierdziła, że nie powinna przebywać w odosobnieniu. Któregoś razu, gdy zostałyśmy same, powiedziała mi, że jej mąż, lekarz, skłonił do podpisania orzeczenia o konieczności leczenia zamkniętego swojego bliskiego przyjaciela, jednocześnie kolegę po fachu. Że od wielu lat systematycznie niszczył ją psychicznie: pozbawiał ją wiary we własne możliwości, poniżał, obarczał poczuciem winy, traktował pogardliwie i lekceważąco. W końcu wpędził ją w chorobę. Wówczas rzeczywiście już była stale zdenerwowana, brak jej było pewności siebie, miała napady lęku. Często wybuchała złością. Została uznana za histeryczkę. Możliwe, że miała cechy histeryczne, ale przede wszystkim była artystką. Nie znaczy to, że każdy artysta musi być histerykiem, jednak wiadomo, że są oni bardziej skłonni do zachowań odbieranych jako dość swobodne. Ubierała się nieco ekscentrycznie, szczególnym upodobaniem darzyła kapelusze. Chciała się podobać. W czasie rozmowy ze mną była całkowicie świadoma tego, co się z nią dzieje. Przepraszała nawet za trudności w artykułowaniu słów (przyjmowane codziennie leki powodowały suchość w ustach). Mówiła logicznie i z sensem. Stanowczo nie była szalona. Wyjaśniła mi, że jej mąż od wielu lat miał kochankę, ale nie zgadzał się na rozwód, ponieważ pani C. była osobą majętną i  dzięki niej zyskał wysoką pozycję towarzyską. Nikt ani nic nie mogło splamić jego reputacji. Pani C. określała samą siebie jako niepoprawnie naiwną i „zbyt uprzejmą”, żeby się przeciwstawić takiej osobowości. Gdy zaproponowałam, żeby porozmawiała o tym z dyżurnym psychiatrą, odpowiedziała, że już to robiła, ale nikt jej nie uwierzył. W dodatku rzeczywiście stała się nadwrażliwa i przygnębiona, co nie ułatwiało jej obrony. Na koniec dorzuciła:

– Myśli pani, że łatwo jest w takim niewielkim miasteczku podważyć diagnozę postawioną przez przyjaciół?

Manipulacja, jaka miała miejsce w tym wypadku, może być niedostrzegalna nawet dla psychiatry. Trudno go za to winić, można tylko żałować.

Gdy zetknęłam się z panią C.. nie wiedziałam jeszcze, kto to jest manipulator, ani nie miałam pojęcia, do czego jest zdolny. Wiedziałam natomiast, czułam, że pacjentka mówi prawdę, że nie kłamie. Ale kiedy próbowałam się za nią ująć w rozmowie z jedną z pielęgniarek, usłyszałam:

– Ależ pani C. jest histeryczką. I tyle. To zwyczajna histeryczka.

Powyższa historia, choć zdarzyła się przed wieloma laty, zapadła mi w pamięć na zawsze, prawdopodobnie dlatego, że nie mogłam nic zrobić w tej sprawie. Moim zdaniem pani C. nie była histeryczką, tylko ofiarą doskonale ukrytej manipulacji. Ani ja, ani nikt spośród personelu szpitala nie potrafiłby wskazać winnego.

Przedstawię teraz przykład próby obarczenia współmałżonka winą za własne niedociągnięcia. Jakiś czas temu pan R. (inżynier, lat trzydzieści siedem), zgłosił się do psychoterapeuty. Tuż po ślubie stał się impotentem. Podczas badań psychologicznych, przeprowadzonych w trakcie pierwszego spotkania, okazało się, że pan R. jest mężczyzną całkowicie zdrowym, pewnym siebie i dobrze się czującym we własnej skórze. Od dawna stosował techniki rozwoju osobowości i relaksacyjne. Poprosił o badania laboratoryjne, które wykazały, że jego organy płciowe funkcjonują prawidłowo. Seksuolodzy oraz psychoterapeuci mają świadomość, że osiemdziesiąt procent wszelkich problemów ze współżyciem płciowym jest efektem trudności w relacji pomiędzy partnerami. Dlatego też pytania szybko zaczęły dotyczyć tego właśnie tematu i wkrótce okazało się, że nowa pani R. powodowała u męża narastający niepokój. Akt miłosny zmienił się w prawdziwe wyzwanie. A przecież do erekcji dochodzi za sprawą funkcjonowania konkretnego systemu neurologicznego (układu przy-współczulnego); strach, niepokój, troski czy stres w naturalny sposób jej przeszkadzają. Terapeuta wkrótce odkrył, że zachowania pani R., podważające u męża wiarę w siebie, objawiały się również poza sferą seksualną.

Pan R. czuł się odpowiedzialny za małżeńskie niepowodzenia i brał na siebie całą winę, w czym żona jeszcze go utwierdzała. Dalej w trakcie wywiadu ustalono, że pani R. ma niezaprzeczalne cechy manipulatora.

–    Właściwie wcale mnie to nie dziwi – powiedział pan R., gdy terapeuta zaznajomił go z diagnozą.

Należy podkreślić, że pan R., ofiara żony manipulatorki, szukał pomocy i sam chciał uporać się z problemem. Nie domyślał się, że żona jest powodem jego kłopotów, i był przekonany, iż cała kwestia dotyczy wyłącznie jego. Osoba pewna własnej wartości, jak on, zwykle nie ma tendencji do obwiniania siebie. Tymczasem manipulator potrafi spowodować, że takie tendencje się pojawiają; często popisuje się prawdziwą sztuką zrzucania odpowiedzialności na kogoś innego i w dodatku robi to niezaprzeczalnie przekonywająco. Pan R. sam doszedł do wniosku, że ma kłopoty z potencją (dopiero podczas terapii uświadomił sobie, że nie ma żadnych problemów podczas masturbacji w samotności, ale zapomniał o  tym albo stłumił w sobie tę świadomość). I tak w końcu zrezygnował z dalszych badań laboratoryjnych.

Pan R. zaczął być impotentem dopiero przy żonie!

Dzięki szybkiemu określeniu źródła kłopotów, w ciągu dwóch tygodni wszystko wróciło do normy. Potrafił już odpowiednio zareagować wobec manipulacji żony. Należy wyraź

nie podkreślić, że był to termin wyjątkowo krótki, ale pan R. nie był długo poddawany wpływowi manipulatora, szybko udał się do specjalisty.

To, co przydarzyło się Myriam, może nam uświadomić, jak daleko manipulator potrafi się posunąć.

Myriam od trzech miesięcy pracowała jako recepcjonistka w niewielkim hotelu, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Jej pracodawców, panią i pana Martial (oboje manipulatorzy), oburzyła wiadomość, że zatrudnili kobietę, która wkrótce porzuci pracę – ale nie dali nic po sobie znać.

Kilka dni po znamiennej rozmowie zaczęły się kłopoty.

Najpierw zginęły pieniądze z hotelowego sejfu. Incydent powtórzył się jakiś czas później i tym razem zniknęła dużo większa suma. Według grafiku dyżurów jedyną osobą obecną przy obu zdarzeniach była Myriam. W celu jeszcze większego uwiarygodnienia intrygi pani Martial postanowiła wyjaśnić sytuację jednemu z kolegów recepcjonistki, więc w rozmowie wymieniła z imienia i nazwiska członków personelu, którzy nie mogli być oskarżeni o kradzież. Myriam okazała się jedyną osobą, jaką można było obciążyć odpowiedzialnością za przykre zdarzenia, z wyjątkiem, oczywiście, dwojga właścicieli. Tymczasem personel nie składał się wyłącznie z idiotów.

Myriam została po raz kolejny posądzona o kradzież w restauracji hotelowej w dniu, kiedy podczas jej popołudniowego dyżuru obecna była także pani Martial. Pod wieczór, gdy zaczęła się schodzić do pracy obsługa lokalu, właścicielka w obecności wszystkich pracowników zauważyła, że klucz od kasy leży na wierzchu. Zarządziła sprawdzenie stanu gotówki. Oczywiście znowu odkryła duże braki.

Szef kuchni, który już od pewnego czasu podejrzewał manipulację, postanowił wezwać policję, ale pani Martial przeszkodziła mu pod byle pretekstem. Nic dziwnego, przecież cały jej plan mógłby lec w gruzach! Nieco później pani Martial wyznała jednej z przyjaciółek Myriam, także zatrudnionej w hotelu, że recepcjonistka… jest kleptomanką i powinna się leczyć psychiatrycznie!

Presja okazała się dla Myriam nie do wytrzymania; dziewczyna postanowiła odejść z pracy jeszcze przed końcem ciąży, choć wszyscy współpracownicy wiedzieli doskonale, że nie ma nic wspólnego z kradzieżami. Spisek pracodawców zapamięta do końca życia.

 

Stres

Dla większości z nas manipulatorzy są czynnikiem wywołującym stres. Są stresorami. Stresory dzielimy na zewnętrzne (korki uliczne, poparzenie, manipulator) oraz wewnętrzne (troski, irracjonalne przekonania, brak pewności siebie).

Ważne jest, by stresy nie powodowały zgubnych konsekwencji. Taki właśnie jest cel nauki radzenia sobie ze stresem. W zależności od konkretnego przypadku, skuteczne okazują się bardzo różne techniki: odpoczynek, relaksacja, nauka auto-afirmacji, konfrontacja opinii, demaskowanie wiary w przekonania błędne oraz wywołujące niepokój, odpowiedni odpoczynek, uprawianie sportu, korzystanie z przyjemności, zdrowe odżywianie. Dysponujemy ogromną liczbą różnorodnych środków, ale w leczeniu osoby zmienionej pod wpływem manipulatora podstawową rolę odgrywa nauka autoafirmacji. To jednak nie wystarczy urządzenia kosmetyczne. Musimy się także nauczyć rozpoznawać manipulatora. Wielu z nas opanowało już zdolność akceptowania siebie, jesteśmy spokojni i w pełni ukształtowani, nie mamy problemu z wykorzystaniem czasu, a mimo to odczuwamy ogromny stres w kontaktach z manipulatorem. Najczęściej nawet nie wiemy, że chodzi o taką właśnie osobę. I dlatego zaczynamy wątpić w siebie, a co za tym idzie -doświadczać nieznanych dotąd emocji negatywnych.

Stres jest przyczyną chorób

Stres to nie tylko uczucie przygnębienia, nerwowość, niepokój czy obawa. Stres jest reakcją organizmu na nową sytuację. Nasz organizm robi wszystko, żeby się do niej dostosować, ale jeśli okaże się to zbyt trudne, pojawiają się objawy nadmiernego stresu. Im intensywniejszy jest stres, tym silniejsze zachodzą reakcje psychiczne i fizyczne, może też dojść do zmian zachowania. Dzieje się tak w wyniku wydzielania hormonów podwzgórza, przysadki oraz nadnerczy. Nadnercza produkują adrenalinę (i inne hormony stresu), a także gliko-kortykoidy. Te substancje wywierają wpływ na serce, układ oddechowy, ciśnienie tętnicze, mięśnie, wątrobę, uwalnianie glukozy i tłuszczów, hamują skurcze mięśni gładkich przewodu pokarmowego itd. Jak widzimy, stres nie jest żadnym „wymysłem”! Powoduje rzeczywistą reakcję fizyczną. I jest to reakcja niespecyficzna, niezależna od natury stresora.

Symptomy stresu są różne u różnych osób.

A. Objawy psychiczne. Możemy odczuwać niepokój, przygnębienie, brak motywacji, zmęczenie (70% objawów zmęczenia nie ma pochodzenia organicznego), obniżenie wiary w siebie, utratę ufności, drażliwość, nadpobudliwość.

B. Objawy fizyczne występują pod postacią wielu różnych dolegliwości. Na przykład:

• Kłopoty ze snem (budzenie się w środku nocy, bezsenność)

• Problemy z jedzeniem (ściśnięte gardło, gula w żołądku, bóle brzucha, wrzody)

• Bóle napiętych stale mięśni (pleców, obręczy barkowej)

• Zakłócenia w funkcjonowaniu dróg żółciowych (bóle prawej strony brzucha, nudności, wzdęcia, nieżyt żołądka, biegunka)

• Kłopoty skórne (trądzik, miejscowe zaczerwienienia, swędzenie, łuszczyca, gwałtowne wypadanie włosów)

• Problemy ze sprawnością seksualną (zanik pożądania, erekcja niecałkowita)

• Kłopoty ginekologiczne (zakłócenia miesiączkowania, obniżenie płodności)

• Symptomy sercowo-naczyniowe (trudności z oddychaniem, wzrost ciśnienia tętniczego, arytmia, bóle okołosercowe)

• Bóle stawów

C. Zmiany zachowania. Stres może się objawiać agresją albo, wręcz przeciwnie, skrajnym wyciszeniem. Obserwuje się niekiedy wzrost spożycia alkoholu czy tytoniu, zaburzenia łaknienia (bulimia lub anoreksja), ale także ożywienie, nadaktywność lub przeciwnie – nonszalancję, często zabarwioną przygnębieniem.

D.    Dalsze skutki. Najczęściej obserwujemy trudności z koncentracją, zaburzenia pamięci, niechęć do podejmowania działań spowodowane utratą entuzjazmu, zmniejszoną produktywność.

Manipulator jest stresorem, a więc jego wpływ może doprowadzić do powstania któregoś z wyżej wymienionych objawów. Jeżeli na dodatek kontakt z manipulatorem jest regularny lub wręcz stały, symptomy te będą się nasilały, mogą stać się przyczyną ciężkich chorób przewlekłych.

Rzecz jasna, zawsze znajdują się w naszym otoczeniu ludzie trudni. Przypuszczam, że każdy z nas ma wśród swoich znajomych jakaś osobę wiecznie negatywnie nastawioną do życia, zawsze pełną obaw i pesymistycznych myśli. Czy przeżyli już państwo okresy niepokoju, niepewności, braku wiary w siebie albo bezsenności spowodowane przez taką osobę? Jeśli nie jest manipulatorem – na pewno nie. Tacy ludzie są nudni, meczący, nawet irytujący, ale nie niszczą głębi, osobowości.

Natomiast dłuższy kontakt z manipulatorem jest kwestią bardzo poważną. Manipulator jest wyjątkowo silnym stresorem.

Szkody psychiczne i fizyczne

Przypomnijmy, że interesujemy się bliżej osobowością manipulatora ze względu na szkody psychiczne, jakie może on wyrządzić innym ludziom.

Każdy tworzy mechanizmy obronne i każdy ma do tego prawo, ale nikomu nie wolno niszczyć otoczenia. Działanie manipulatora, który budując swój system mechanizmów obronnych i zapewniając sobie złudzenie idyllicznej egzystencji, nie liczy się z nikim i z niczym, jest nie do przyjęcia.

Manipulatorzy są energetycznymi pasożytami. Ich ofiarą pada dziewięćdziesiąt procent z nas. Pozostałe dziesięć procent wykazuje swoistą obojętność uczuciową w stosunku do manipulatorów. Tym osobom przeszkadzają jedynie trudności w komunikowaniu się z nimi, ewentualnie praktykowane przez nich nadużywanie władzy. W każdym razie nie zapadają na żadne choroby z powodu kontaktów z manipulatorami -mają szczęście.

Spójrzmy jednak, co się dzieje z większością z nas.

–    On mnie zadręcza.

–    On ze mnie wysysa całą energię.

–    Ona mnie zamęcza tymi swoimi historiami.

–    Tydzień byłem na urlopie i czułem się świetnie. Kłopoty ze zdrowiem zaczęły się dzień przed powrotem do biura. A przecież lubię swoją pracę.

–    Po każdej naszej rozmowie, nawet przez telefon, czuję się fatalnie. Kompletnie przygnębiony. Wiecznie to samo…

Takie opinie słyszymy często. Zawsze są alarmujące. Jeżeli możesz podobnie skomentować którąś ze swoich znajomości, to znaczy, że w tej relacji istnieje poważna dysfunkcja. I wcale niekoniecznie akurat ty jesteś jej bezpośrednią przyczyną. Aby zorientować się w sytuacji, postaw sobie konkretne pytania, dzięki którym będziesz mógł szybko sprawdzić, czy osoba, której dotyczą, jest manipulatorem. Jeżeli okaże się. że tak jest w rzeczywistości, powinieneś tym uważniej przeczytać ciąg dalszy.

Dłuższa znajomość z manipulatorem powoduje narastanie poczucia winy, agresji, niepewności, strachu i smutku. Uczucia te wraz z upływem miesięcy i lat stają się coraz bardziej dominujące. Stopniowo zapominamy o własnych celach, o  własnym rozwoju. Czujemy się zniewoleni, mamy coraz mniejszą swobodę działania. Konsekwencje tych negatywnych emocji zachodzące w organizmie objawiają się na różne sposoby: chronicznymi bólami głowy (migrenami), kłopotami z trawieniem, wrażeniem ucisku w żołądku albo w gardle, mimowolnym napięciem mięśni, brakiem apetytu czy bulimią. Jeśli mamy do czynienia z manipulatorem w pracy, to wieczorem, po powrocie do domu, długo wracamy myślą do wydarzeń dnia, opowiadamy je swojemu partnerowi. Po jakimś czasie niepokój narasta do takiego stopnia, że powoduje kłopoty ze snem. Tracimy entuzjazm i dobry humor. W końcu może nas to doprowadzić do schorzeń, a więc do nieobecności w pracy.

Najczęstszym skutkiem dłuższego pozostawania pod wpływem manipulatora jest depresja. W krańcowych przypadkach -samobójstwo.

Od jednej z pacjentek dowiedziałam się, że troje jej rodzeństwa popełniło samobójstwo, a każde z nich popchnęła do tego kroku matka manipulatorka (odpowiadała wszystkim trzydziestu punktom charakteryzującym osobowość manipulatora!). Pacjentka swego czasu również była o krok od odebrania sobie życia, powstrzymała ją siostra, sama także w fatalnym stanie.

–    Błagam cię, nie rób tego. Dla mnie już za późno, ale ty jeszcze możesz się od niej uwolnić. Zgłoś się na psychoterapię. Wyjdziesz z tego!

Siostra tą mądrą radą uratowała jej życie.

W tej rodzinie doszło do najbardziej ekstremalnych skutków manipulacji. Na szczęście większość manipulatorów nie popycha do samobójstwa. Natomiast stres, jaki powodują, może prowadzić do depresji albo skłonić do wizyty u psychiatry zdrową osobę przekonaną, że musi się leczyć.