Czy ofiara manipulacji także ponosi odpowiedzialność za swoje przejścia?

Niełatwo osobom skrzywdzonym przez manipulatorów dzielić się swoimi doświadczeniami. Do wyjątków należą przypadki całkowitego uwolnienia się od skutków wpływu takiego człowieka. Pamiętajmy jednak, że możemy się przed manipulatorami bronić. Pierwszym etapem odzyskania wolności albo powrotu do równowagi jest w pięćdziesięciu przypadkach na sto zdemaskowanie manipulatora. Reszty dokona zmniejszenie jego wpływów, zredukowanie poczucia winy, zmiana własnej wrażliwości oraz poglądów i przyzwyczajeń. To wymaga czasu: od trzech miesięcy nawet do trzech lat funkcjonowania w układzie z manipulatorem. Czy jesteśmy na równi z nim odpowiedzialni za wpływ, jaki na nas wywiera? Psycholodzy mogą odpowiedzieć, że jesteśmy wręcz jedynymi odpowiedzialnymi, ponieważ to my pozwalamy sobą manipulować, obarczać się winą i niszczyć. Częściowo to prawda, ale problem jest stanowczo bardziej skomplikowany, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Manipulacja opiera się bezpośrednio na różnych ustalonych zasadach, z góry określonych, przyjętych i przestrzeganych w społeczeństwie. Działamy według norm społecznych, które manipulator potrafi wykorzystać dla swojego dobra, przeinaczając ich prawdziwe znaczenie. Obarczanie poczuciem winy jest często wykorzystywane przez manipulatora jako wyjątkowo skuteczna broń. Poczucie winy informuje nas, że zrobiliśmy coś przeciwko własnym wartościom. Nie mogłoby istnieć społeczeństwo, gdybyśmy nie rozróżniali dobrego od złego. Przy najbłahszej okazji, wściekli albo sfrustrowani mielibyśmy moralne prawo do wyeliminowania obiektu naszych cierpień – nawet za pomocą morderstwa. Nie byłoby żadnych moralnych powinności. Porzucalibyśmy dzieci w pierwszym momencie, kiedy zaczęłyby nam przeszkadzać. Powodowani egoizmem, dokonywalibyśmy aktów agresji.

Każdy z nas nosi w sobie jakąś dozę poczucia winy. Problemy zaczynają się wówczas, gdy to poczucie winy staje się wyolbrzymione, przekracza granice rozsądku i przeszkadza nam w życiu. Większość osób pozbawionych pewności siebie nie zauważa tej granicy. Manipulatorzy szybko wyławiają ten typ osobowości i wykorzystują jej usterki. Co więcej, aby móc takich ludzi podporządkować swojej woli. robią wszystko co w ich mocy, by ta granica przestała dla nich w ogóle istnieć.

Ten właśnie proceder jest doskonałym wyjaśnieniem, dlaczego Sophie (lat trzydzieści dwa) czuła się fatalnie, ponieważ „opuściła” swoją matkę manipulatorkę, wyjeżdżając na dziesięć dni do Turcji z ukochanym w większej zorganizowanej grupie. Matka manipulatorka zdołała uzyskać od znajomych Sophie numer telefonu osoby odpowiedzialnej za wycieczkę. Zadzwoniła z żądaniem, żeby córka „przynajmniej” zawiadamiała ją regularnie, co się dzieje.

Matka zawsze stawiała Sophie za przykład własne zalety. Nie uświadomiła jej różnicy pomiędzy obowiązkami moralnymi dziecka wobec matki a obowiązkami dotyczącymi jej samej.

(Sophie zaczęła rozróżniać te granice dopiero jako osoba dojrzała, dzięki psychoterapii grupowej oraz nauce autoafirmacji).

Sophie sobie nie wyobrażała, że może się nie podporządkować życzeniu kochającej mamy. Przysporzyłaby jej zmartwień. Nie wolno martwić mamusi.

Taki właśnie priorytet zadziałał w tym wypadku. Jej własne szczęście, intymność z ukochanym – tej znajomości matka zresztą nie akceptowała – albo przyjaźń z innymi uczestnikami grupy zeszły natychmiast na drugi plan. Przecież kto to słyszał, żeby córka nie zadzwoniła do matki!

W jakiejś części ponosimy odpowiedzialność za manipulacje, którym sami podlegamy. Głównymi przyczynami naszej naiwności jest nieznajomość motywów manipulatora oraz przemożna potrzeba akceptacji. Wielu z nas sprawia wrażenie, jakby nie potrafiło żyć inaczej niż pod ścisłą obserwacją

i koniecznie zgodnie z wymaganiami otoczenia. Powinniśmy się nauczyć żyć dla siebie, pozwalając niekiedy włączać się w nasze życie innym ludziom. W ten sposób nie będą oni oddziaływać na nas permanentnie.

Nieświadome przekonanie, które musimy uznać za irracjonalne, każe nam wierzyć, iż postępując zgodnie z własnymi potrzebami, sprawiając sobie przyjemność – innym wyrządzamy szkodę. Natomiast prawdą jest, że im bardziej jesteśmy pasywni, ulegli i nastawieni wyłącznie na dbanie o cudze dobro, tym bardziej stajemy się podatni na manipulację. Niestety, wcale nie można z tego wysnuć wniosku, że osoba normalnie pewna siebie nie da się wykorzystać i nie może zostać potraktowana przez manipulatora jak bezbronne dziecko fotobudka.

Nic nie zobowiązuje nas do tego, byśmy pozwalali się wykorzystywać, traktować jak dziecko, by ktokolwiek pozbawiał nas poczucia własnej wartości czy narażał na stres. A jednak manipulator często przejmuje władzę nad swoim otoczeniem. Władzę psychologiczną i jak najbardziej rzeczywistą, ponieważ odwołuje się do sfery uczuć. Przyczyny, dla których ta destruktywna władza funkcjonuje, będą stopniowo opisywane w tej książce. Wyjaśnię, jak i dlaczego permanentna manipulacja przynosi tak imponujące skutki. Dlaczego może tak doskonale funkcjonować. Te obserwacje pomogą nam w pięćdziesięciu przypadkach na sto uniknąć pułapki. Ale to jeszcze za mało. Musimy zastosować środki powstrzymujące ten proces – poznamy je w ostatniej części książki.

Możemy zmniejszyć wpływ manipulatora, podobnie jak możemy zmienić nasze postrzeganie każdego innego stresora. Regularne spotkania, na których można uczyć się technik relaksacji albo autoafirmacji, potrafią zmodyfikować naszą podatność na stres i zmienić życie na lepsze. Z czasem nasza ocena sytuacji, spojrzenie na problem także się zmienia. Jeżeli zmodyfikujemy swój stosunek do manipulatora i będziemy na jego działania odpowiednio reagowali, kiedy już go odkryjemy, mamy szansę uniknąć najbardziej niepożądanych efektów.

Wróćmy do kwestii współodpowiedzialności. Gdy ktoś pozwala manipulatorowi wpływać na siebie i sobą manewrować, moim zdaniem należy podchodzić do sprawy wyjątkowo ostrożnie i unikać przedwczesnego osądu. Nie wszyscy ludzie są obdarzeni umiejętnością wykorzystania sztuki manipulacji (na szczęście), ale jest ona bardzo skuteczna. Manipulator przekracza granice moralne określone ogólnie oraz granice naszej własnej moralności w szczególności. Tej, którą nam dała kultura judeochrześcijańska. Tej moralności, głęboko w nas zakorzenionej, która każe nam wierzyć bez zastrzeżeń, że matka nie może pragnąć krzywdy swojego dziecka, że lekarz albo terapeuta nie może wykorzystywać pacjentów finansowo czy psychicznie, że mąż nie będzie działał na szkodę żony, którą przysięgał kochać do końca życia.

–    Ależ skąd! Przecież to dla mojego dobra. Bo on mnie kocha. Tak powiedział. Zawsze tak mówi.

Słysząc takie zapewnienia, stajemy się podatni na sugestię, nie potrafimy sobie uświadomić, że ci bliscy nam ludzie, od których je słyszymy, mogą jednocześnie konsekwentnie niszczyć nas dzień za dniem.

Advertisements

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s